anty

2oo9

chyba mam teraz trochę czasu żeby coś jednak napisać na temat zamkniętego dwa tygodnie roku o9. generalnie nie wiem co z tego podsumowania wyjdzie, bo pamięć moja zawodna. będę się wspomagał notkami sporządzonymi na przestrzeni minionych 12m-cy więc prawdopodobnie niczego istotnego nie powinienem przegapić.

styczeń.
trochę celem otrząśnięcia się, trochę żeby spełnić swoje marzenie kupuję aparat. jest zajebisty, tylko szkło tragiczne. poza tym celem uzupełnienia kolekcji kupuję samicę regalisa. jakoś trzeba żyć. pierwszy crash test red bullem.

luty.
nareszcie na 8mym semestrze!

marzec
miesiącem tripów. trochę zdjęciowo, zaczynam bardzo powoli zdobywać jakiekolwiek umiejętności, w międzyczasie kalecząc tą piękną sztukę niemiłosiernie.  wycieczka do poznania, wszystko fajnie tylko ten koncert to generalnie mi się nie podobał ;p nie ogarniam zajawki.

kwiecień.
straszliwe poruszenie na skrzynce, nieustająca kanonada mailami z rozlicznymi kłopotami i zagadkami dotyczącymi pomiarów w ramach http-audit. dwa pierwsze wyjazdy na pomiary (ale takie prawdziwe) do trn i pzn. zajebista faza i wielkie nadzieje na kontynuację projektu.

maj.
słynne ‘mamy zielone światło’ rozbrzmiewa w mojej słuchawce. straszliwa mobilizacja i szybkie poprawianie metodyki. generalnie, rozpatrując całościowo to był chyba najfajniejszy miesiąc w moim życiu. co tydzień dwa inne miasta, mnóstwo nakręconych kilometrów, złamanych ograniczeń, poznanych nowych browarów, kilogramy zjedzonej pizzy, zdobyty świata szczyt, zdjęcia i zajebiste szwedzkie stoły (nie z ikei). totalna hipnoza.

czerwiec
miesiącem magdy i kacpra *:
poza tym rodzina powiększa się o włoską piękność. inwazja porywaczy ciał.

lipiec.
pierwszy wspólny wyjazd na wakacje. nieważne nic, żadna pogoda, żadne korki, żaden telefon tego nie zepsuje. najpiękniejszy urlop w życiu. co prawda trochę krótki i biedny, ale nasz własny!

sierpień.
po roku oczekiwania znowu na niebie balony, czyli kolejne wzb. świetni ludzie, absolutny brak snu, debriefingi i (domniemana) pyyzda wakacji na zakończeniu. ja chcę już następne (a będą to mp!).
nigdy więcej karaoke.

wrzesień.
długoletni związek z pięknym red bullem dobiegł końca. mam nadzieję że jest mu dobrze tam gdzie teraz jest…
pierwsze treningi w gcb – zajebista zajawka, ja chcę swoje apelido!
zamiast co najmniej co drugi wieczór wychodzić na browara na ośkę co pięć dni jeździmy na kawę na bp o 23. pracapracapraca.

październik.
koniec (ostatnich studenckich przy okazji) wakacji, najgorzej. na kolejne przyjdzie nam czekać 9 długich, bardzo trudnych miesięcy.
dobra wiadomość – koniec sesji!

listopad.
pierwszy mandat alfą i pierwsza blokada na kole. pierwszy trip w tym roku akademickim do pzn. niesamowity zapierdol z pracą, a zarazem średnio z kasą. nie rozumiem, nie ogarniam, nie czaję co robię źle. pierwszy rozdział magisterki prawie napisany!

grudzień.
zapierdolu i problemów finansowych ciąg dalszy. jebać biedę. pamiętam że mało spałem.

bez sensu to podsumowanie, ale chyba po mojemu ;]

No comments

metal up your ass!

tak jest, stało się! :D

bylety

co prawda są równie chujowe jak poprzednio, nawet gorsze, bo nie napisali co to za koncert ;p nieważne – ważne że jeszcze tylko 5 miesięcy i 9 dni i koncert! :D

2 comments

multitask abuse

nie mam czasu nic napisać, więc niech powyższy obrazek zastąpi słowa. obrobię się i nadrobię zaległości, obiecuję!

No comments

the day that should not be

pomijając fakt, że dawno nie było jakiejkolwiek notki która składała się z czegoś więcej niż podpis do zdjęcia, to może to być w ogóle ostatni wpis na tym blogu. przyczyna jest prosta – nastał kryzys i nie mam za co opłacić domeny, a termin minął 2 tygodnie temu. nieważne, nie o tym.

pewien szalony naukowiec cierpiący na wynalazkomanię (do niedawna występujący pod pseudonimem ‘issue’, teraz podpisujący się ‘kurcze, zapomniałem’) zalecił studentom piszącym u niego pracę magisterską pod tytułem “ ” wykonanie w dniu dzisiejszym pewnej procedury testowej która miała być zawarta w ich pracy, ale ogólnie była mu pilnie potrzebna jako punkt wyjścia do zmiany założeń kolejnej pracy (pisanej przez studentów ‘człowiek z nadgryzionym jabłkiem’ i ‘człowiek bez ucha’). jeden ze studentów wyznaczonych do przeprowadzenia pomiarów dzień przed terminem przebywał w miejscu oddalonym o 110km od placówki naukowej w której procedura miała zostać wykonana. student zdecydował się pokonać ten dystans pojazdem samochodowym w godzinach porannych dnia dzisiejszego. z racji tego że był to grudzień to dla służb drogowych wielce niespodziewane były opady śniegu oraz ujemna temperatura, która jednak wystąpiły. wycinając pewien fragment tej smutnej opowieści oznaczało to że student przybył na uczelnię z godzinnym opóźnieniem. niestety, podczas rozmowy z panem ‘kurcze, zapomniałem’ pan ‘kurcze, zapomniałem’ powiedział ‘kurcze, zapomniałem przyrządów pomiarowych, zrobimy to w styczniu’. po godzinie od przyjazdu student siedział w pojeździe samochodowym rozmyślając co jeszcze złego przyniesie ten dzień, złorzecząc jednocześnie na korki, mróz i ogólną chujnię.

poza tym: firma która zaakceptowała mi projekt strony 2 miesiące temu na finiszu prac stwierdziła że im się nie podoba.

poza tym: instytucja która zleciła mi wykonanie strony wg ich dokładnego projektu graficznego, po pocięciu i poskładaniu grafik, na początku prac programistycznych przesłała mi 2.5 strony uwag do – uwaga uwaga – projektu graficznego (który był dokładnie sklonowany). doliczę im to do rachunku.

poza tym: wypłaty za październik i listopad jak nie było TAK KURWA NIE MA.

jest 18.46. ciekawe co mi się jeszcze dzisiaj spierdoli / spierdoli mi się na łeb.

2 comments

« Poprzednia stronaNastępna strona »

take me to the hospital