z całego wyjazdu na wakacje chyba tylko te trzy zdjęcia nadają się do publikacji, inne są albo zbyt zaszumiane albo kompletnie nieostre. niemniej jednak, mimo że tego nie widać, to ciągle pracuje nad techniką, zarówno samego strzelania jak i późniejszego wywoływania. póki co odszedłem od photoshopa przy hdr’ach i korzystam z dwóch innych, mniejszych, prawie darmowych progsów ;]
a co do samego wyjazdu to… kosmos kompletny! =]



edit: ok, teraz kilka wyrazów opisu do fot.
zdjęcie 1 przedstawia kotłownię całego obiektu dawnej celulozy. podobno swego czasu były tam 3 wielkie piece miałowe ogrzewające wszystkie budynki fabryki papieru.
zdjęcia 2-3 zrobione całkiem obok kotłowni, tylko w drugą stronę [do ul. płockiej]. chuj wie co tam było, ale na pewno dawno już tego tam nie ma. ogólnie straszna, wielopoziomowa ruina.
zdjęcie 4 robione z klatki schodowej dużego obiektu w którym nie wiadomo co było. prawdopodobnie kiedyś była tam podłoga (świadczy o tym to że po drugiej stronie hali była), jednak teraz jest tak jak widać na focie. na początku myśleliśmy że wyżej nie wejdziemy, ale jednak ciągnie wilka do lasu ;]
zdjęcie 5 to moje oczko w głowie (dumny jestem że hdr wyszedł, ale nieważne). cuda wystające z podłogi to prawdopodobnie chwytnie powietrza do szybów z poprzedniego zdjęcia.
zdjęcie 6 jest chyba najsłabsze ze wszystkich. nie widać za bardzo o co w nim chodzi, tylko ten strop je ratuje.
numer 7 ukazuje ogólny distroj jaki panuje w tamtym rozszabrowanym przez lokalny element miejscu. wszystko co dało się zajebać zostało już zajebane, zostały tylko te rzeczy do których trzeba startować z boshem, albo z minimum niezłą piłką do metalu
nr8 przedstawia coś nad czymś kiedyś była jakaś maszyna, i tam były zawieszone wały [pędne?] które prawdopodobnie były smarowane przez ciecz z tej wanny. to tylko taka hipoteza, pewnie było tam coś wchuj innego.
9 – drzewa na dachu i palce z nieba, zrycie.









po dość długiej nieobecności nadszedł chyba czas nadrobić trochę zaległości w blogowaniu (ale chujowe słowo).
wstępnie udało się mi obrobić z projektem który próbowałem opisywać na bierząco we wcześniejszych wpisach, a co koniec końców nie wyszło. wyjazdy się skończyły, praca przy processingu również, a post-processingu nie wyszło tyle ile zakładaliśmy że będzie. przy okazji to nigdy chyba nie miałem bardziej debilnej pracy niż ta przy mevie, która teoretycznie miała być automatyczna, a w praktyce trzeba było siedzieć przy niej non-stop i to przy pełnej koncentracji. po trzech godzinach patrzenia w te skaczące obrazki na filmie można było ochujeć, a całego przetwarzania wyszło prawie 30 razy tyle ;)
tak z innej beczki to nowy nabytek sprawuje się doskonale, mam do zrobienia w nim kilka pierdół, ale generalnie jest zajebista. szkoda tylko że pali więcej niż ja i deteh w zeszłoroczne wakacje.
tak na jakieś artystyczne zakończenie wpisu kilka zdjęć z przedwczorajszego tripu na azoty:



