see you on the other side

po 5 latach naciągania skarbu państwa na zniżkowe bilety komunikacji wszelakiej, a także włocławskiego multipleksu na ulgowe bilety do kina powyższe przywileje utraciłem bezpowrotnie, a to z powodu uzyskania tytułu magistra inżyniera dnia 29 czerwca 2010. w związku z powyższym skończyły się problemy z sesją, zaliczeniami, ćwiczeniami, sprawkami, laborkami, poprawkami, terminami, wyjazdami, egzaminami, warunkami i projektami u bujaki. oczywiście wymienione rzeczy, nacechowane mniej lub bardziej negatywnie, nie wyczerpują listy tego co już było a już nie będzie. skończyły się bowiem również bezpowrotnie studenckie imprezy, juwenalia, melanże w spinie, zakupy w żabce i w blm’ie, zapy i hambsy na uczelni, odwołane zajęcia, godziny rektorskie i podbijanie sesji w indeksie.

po wielu latach zmieniło się coś, co przez większy okres tego czasu dość jednoznacznie i bezwzględnie determinowało sposób organizowania kolejnych dni. nie wiem na razie czy to dobrze czy źle, czy cieszę się bardzo, czy już słabiej niż na początku, czy zupełnie mniej jak myślałem że będę się cieszył w momentach największego zwątpienia w chęć pchania tego wózka ’studia na utp’ do przodu (ja wiem o co mi chodzi w tym zdaniu). tak czy inaczej nadszedł czas na zmiany. trzeba się rozejrzeć za normalną robotą, co znając potencjał tego miasta nie będzie takie proste. jeżeli faktycznie przez 3 miesiące nic nie znajdę to… boję się myśleć dalej.

chociaż to było nieomal 5 lat temu, to moment rozpoczęcia studiów pamiętam jakby to było wczoraj. pamiętam rozmowy przez telefon przed składaniem papierów, jak również ciężkie tematy poruszane w kuchni w pierwszych miesiącach mieszkania w antyskładu rezydencji. zresztą – wyliczanie wszystkich wspomnień wyniesionych ze studiów zajęło by mi baardzo dużo wirtualnego miejsca, a także realnego czasu. poza tym nikogo nie będę zanudzał – jeżeli ktoś dotarł do tego miejsca to pewnie nie może się już doczekać zakończenia tego wyciskacza łez. spokojnie, zbliżamy się ku końcowi (i to od samego początku).

wszystkim towarzyszom studenckiej doli i niedoli, a w szczególności pokalowi i adze, rychowi, czwartemu, wszystkim pozostałym członkom wtie-składu przesyłam podziękowania za te 5 wspólnych lat. i chuj w to że to oklepane, ale po prostu tak muszę. big up!

na totalne pożegnanie pozwolę sobie zacytować marudnego człowieka-z-brodą-bez-dredów “see you on the other side”.

5ty

5ty

po długiej, męczącej, acz nieszczególnie intensywnej sesji udało się mi szczęśliwie dobić do 5tego, szczęśliwie ostatniego, roku na studiach. tym razem było inaczej niż przeważnie, tzn. ostatnim brakującym wpisem był ten który zazwyczaj pojawiał się jako pierwszy. pani od angielskiego nie była tym faktem szczególnie ucieszona, i w ramach pokuty kazała zrobić prezentację, chociaż jednocześnie odpuściła debilne arty i speeche ;) ksiądz profesor rycho zlał późny termin oddania pracy, ale jakoś nie do końca przypadł mu genialny referat o formacie raw. chuj w to, ważne że postawił państwowe dst.

pół roku temu myślałem że będzie stypa, ale jakoś wyjątkowo (czyżby?) miałem czas na robienie projektów w okresie wakacyjnym. trudno, płakać nie będę ;p

z początkiem nowego semestru przyszedł czas na ogarnianie mnóstwa nowych przedmiotów, które jak na złość albo nazywają się prawie tak samo, albo są u prawie tych samych prowadzących. teraz nawet jestem w trakcie pisania referatu na podstawie pseudointelektualnego pierdolenia w które za nic w świecie nie potrafię się wgryźć.

fuck, miałem pomysł na jeszcze jedną notkę, ale się wziął i spierdolił, uciekł, nie ma. wracam chyba do tego pieprzenia o życiowych mapach i drabinach przystawionych do złych ścian (no dobra, to akurat było dość sensowne), to może mi się przypomni o co mi chodziło.

8sem!

nareszcie, oficjalnie na 8smym semestrze, wcześnie i bezproblemowo (chociaż z dużą pomocą człowieka o tajemniczej xyvie “issue”) jak nigdy. zapewne gdyby nie mały manewr to jeszcze do tej pory bujalibyśmy się z projektem, a tak można się skupić na pracy, nowych projektach i innych atrakcjach.

w tym miejscu miałem pochwalić pewną poznańską firmę której najwyraźniej kryzys się zbyt nie ima, ale stwierdziłem że nie będę im robił tutaj reklamy ;) tak czy owak z współpracy mimo wszystko wielce zadowolony jestem, a i im się chyba nasz ostatni art spodobał.

generalnie to nie mam pomysłu na napisanie czegokolwiek więcej. pająki się dobrze 3mają, murinus wyliniał w nowym terra tydzień temu, niebawem zapodam mu kilka świerszczy na masę ;] powoli zabieram się do reorganizacji terra dla obu poe, bo stary layout kompletnie mi się nie podoba, a do tego grzyb zaczął mi śmigać pod podłożem.

aha. będę świadkiem na ślubie! :D zajebiście, tylko ciekawe czy się kościół nie zawali ;]

ps. ornata została wyseksowana na samicę =]

spin!

po wyjątkowo długiej, bo trwającej aż 5miesięcy nieobecności w naszym ulubionym klubie w końcu powrociliśmy do spinu.. i to w wielkim stylu ;]

impreza była zajebista, nawet nie wiem od czego zacząć swoją pisaninę na jej temat.

  • adi z czarnym zapewnili wyjątkową oprawę kulturalną melanżu grając stare, oldskulowe numery które wszyscy studenci znają na pamięć i z wielką radością po kilku browarkach śpiewają głośniej niż sami wykonawcy ;]
  • szefostwo klubu spin wymyślając happy hours między 19 a 21 wprowadziło wyjątkowo wyluzowaną atmosferę wśród wszystkich partycypujących w imprezie, a szczególnie wśród tych którzy przyszli najwcześniej (zgadnijcie kto to był :D)
  • dzięki piłkarzykom nasz wieczór był bogaty w emocje sportowe
  • towarzystwo stolikowo – ławkowe zapewniło wyjątkowy poziom zabawy, radości i pozytywnych emocji
  • a dzięki mojemu fonowi pracującego w duecie z nową karciochą pamięciochy mamy utrwalone wspomnienia z koncertu (bo jak się okazuje to lichoś nawet był… :D)

w przyszłym tygodniu powtórka ;]