na scenie, odc. 1

we shall arise

długo zbierałem się do napisania kolejnej notki, z tym że może nie koniecznie dlatego że nie wiedziałem jak się za coś zabrać, tylko z powodu przewlekłego braku czasu na cokolwiek. to znaczy inaczej: w momencie kiedy miałem kilka wolnych chwil na prawdę wolałem robić coś innego niż patrzeć w monitor i kleić w akapity jakieś bezsensowne zdania. zresztą teraz to już nie istotne, zebrałem się i tyle.

od dłuższego czasu pracuję nad uporządkowaniem rozgrzebanych spraw, niestety głównie zawodowych. masa projektów przeciągających się w nieskończoność z powodu albo jebniętych zleceniodawców, albo dorabiania rzeczy nie zawartych we wcześniejszych ustaleniach naprawdę nie napawa optymizmem. jeszcze gorsze od tego jest to że od dawna czekam na uczciwie zapracowany hajs, ale pierdoleni oszuści nie płacą, bo mówią że nie mają. i chuj, i tak powiem, bo mnie boli. oszukali mnie! 4 miesiące? ile to kurwa jeszcze będzie trwało?

ale nie o tym miało być. chciałem coś napisać na temat pracy do której się udało detehowi i mi załapać w ostatnim czasie. otóż kontynuując rozwój w branży rozrywkowej zaczepiliśmy się w nowo otwartym (piątek) klubie w płocku, gdzie… robimy światła, wizuale i zdjęcia. o ile mnie moje szczęście (budzące się raz na rok) rzuciło mnie na małą salę, gdzie co prawda sprzęt jest chujowy (10 letnie głowy skrzypią jak stary ikarus), ale za to muza daje radę, to deteh świecąc na małej sali ma może fajny stuff do świecenia, ale za to muzę to ma ścierwiastą ;] także nie zamieniam się, nie ma bata ;] zapodał bym jakieś zdjęcie, ale przez dwa ostatnie dni był taki zapierdol że w zasadzie aparatów nie wyjęliśmy nawet. miałem pomysł żeby napisać jakiego pecha mieliśmy w ostatnim czasie, ale chyba brakło by mi drinka żeby to spisać. napiszę tylko że pecha mieliśmy tak zajebistego że nawet w imperialistycznym macu zamiast herby deteh dostał sam wrzątek. po pierwszej, piątkowej imprezie odczucia co do świecenia były średnie, ale na sobotniej było już grrrubo ;] muszę tylko dorobić sobie programów na głowy i usystematyzować klawiszologie w programie i będzie zajebiście na każdej imprezie. generalnie patrząc po mijającym weekendzie fajnie się zapowiada ta robota: po piątkowej imprezie spałem od 7 do 11, a po sobotniej od 9 do 13 +1h po obiedzie, czyli ogólnie 9/48 ;] teraz trochę jeszcze bym popracował, bo mało dzisiaj zrobiłem, ale na szczęście jack daniels wysyła mnie na drugą stronę lustra. tą iście liryczną grą słów żegnam państwa, dobranoc.

ps. konfidentom chuj w pysk!

multitask abuse

nie mam czasu nic napisać, więc niech powyższy obrazek zastąpi słowa. obrobię się i nadrobię zaległości, obiecuję!

the day that should not be

pomijając fakt, że dawno nie było jakiejkolwiek notki która składała się z czegoś więcej niż podpis do zdjęcia, to może to być w ogóle ostatni wpis na tym blogu. przyczyna jest prosta – nastał kryzys i nie mam za co opłacić domeny, a termin minął 2 tygodnie temu. nieważne, nie o tym.

pewien szalony naukowiec cierpiący na wynalazkomanię (do niedawna występujący pod pseudonimem ‘issue’, teraz podpisujący się ‘kurcze, zapomniałem’) zalecił studentom piszącym u niego pracę magisterską pod tytułem “ ” wykonanie w dniu dzisiejszym pewnej procedury testowej która miała być zawarta w ich pracy, ale ogólnie była mu pilnie potrzebna jako punkt wyjścia do zmiany założeń kolejnej pracy (pisanej przez studentów ‘człowiek z nadgryzionym jabłkiem’ i ‘człowiek bez ucha’). jeden ze studentów wyznaczonych do przeprowadzenia pomiarów dzień przed terminem przebywał w miejscu oddalonym o 110km od placówki naukowej w której procedura miała zostać wykonana. student zdecydował się pokonać ten dystans pojazdem samochodowym w godzinach porannych dnia dzisiejszego. z racji tego że był to grudzień to dla służb drogowych wielce niespodziewane były opady śniegu oraz ujemna temperatura, która jednak wystąpiły. wycinając pewien fragment tej smutnej opowieści oznaczało to że student przybył na uczelnię z godzinnym opóźnieniem. niestety, podczas rozmowy z panem ‘kurcze, zapomniałem’ pan ‘kurcze, zapomniałem’ powiedział ‘kurcze, zapomniałem przyrządów pomiarowych, zrobimy to w styczniu’. po godzinie od przyjazdu student siedział w pojeździe samochodowym rozmyślając co jeszcze złego przyniesie ten dzień, złorzecząc jednocześnie na korki, mróz i ogólną chujnię.

poza tym: firma która zaakceptowała mi projekt strony 2 miesiące temu na finiszu prac stwierdziła że im się nie podoba.

poza tym: instytucja która zleciła mi wykonanie strony wg ich dokładnego projektu graficznego, po pocięciu i poskładaniu grafik, na początku prac programistycznych przesłała mi 2.5 strony uwag do – uwaga uwaga – projektu graficznego (który był dokładnie sklonowany). doliczę im to do rachunku.

poza tym: wypłaty za październik i listopad jak nie było TAK KURWA NIE MA.

jest 18.46. ciekawe co mi się jeszcze dzisiaj spierdoli / spierdoli mi się na łeb.