nareszcie! moje dwie pierwsze oryginalny płyty crowbar! :D

nareszcie! moje dwie pierwsze oryginalny płyty crowbar! :D

parafrazując słowa stalina “śmierć krzyśka to tragedia, śmierć 96 osób to statystyka”. dotknęło mnie to niesamowicie, do tej pory nie mogę uwierzyć. zresztą co ja wypisuję, to takie banalne. tak czy inaczej ciężko pogodzić się z takim bezsensownym, głupim wręcz zejściem. tak czy inaczej byłem dumny że mogłem nieść sztandar przy jego trumnie. i w końcu tak czy inaczej w głębi duszy wyłem w piekłogłosy. ta trumna, ten sztandar, te kwiaty, te samoloty nad grobem to jedyne co mogliśmy zrobić dla ciebie w podziękowaniu za te wszystkie lata wspólnego latania. koniec, mam bałagan w głowie.
odnośnie najnowszych wydarzeń pokuszę się o krótki komentarz: “czy na pewno godzien królów?” nie wydaje mi się ani trochę. nie chcę nikogo urazić, ale kurwa, to mój blog, tak więc uważam że spośród ludzi którzy również zginęli na pokładzie tu154 było wiele takich którzy znacznie bardziej zasługiwali na takie miejsce spoczynku (chyba nigdy nie pisałem takich wyrazów na tym blogu, ale co tam).
żałoba żałobą, ale już zamykanie szkół w weekend (a konkretnie anulowanie wynajęcia sali gimnastycznej przez dyrekcję) uważam za zajebiste przegięcie. owszem, odwołuje się imprezy rozrywkowe, masowe i sportowe, ale chyba zwykły trening to coś innego niż zawody? czy nie?
ostatnia sprawa – czy zawsze w oczy będzie mi wiał wiatr z kamieniami? to co odpierdala (brak mi tutaj słów na określenie, więc niech będzie) “pewna osoba” to się w głowie nie mieści. ostatniego smsa w którym napisałem ci że krzysiek zmarł wysłałem ci tylko po to żeby spierdolić ci humor. i dowiodę swoich racji i swoje pieniądze odbiorę choćbym to tej pieprzonej wawy musiał iść na pieszo.
nie mogę zebrać myśli żeby wyrazić swoją frustrację i wkurwienie. chyba powinienem poszukać generatora bluzgów i wstawić tutaj 30 linijek kombosów z kurwami i chujami. tak czy inaczej – będzie wulgarnie.
święta w klubie minęły.. różnie. o ile drugiego dnia świąt było nawet możliwie (co prawda ludzi tak o 200 za mało, ale za to w miarę kulturalnie, a momentami aż śmiesznie), to pierwszego dnia przez sale, kible, bary, szatnie i korytarze przetoczyła się istna szarańcza buractwa. szkło mieszane z powietrzem, rozlewane browary, zdemolowany wucet, rozorane ściany, miliardy butelek przed lokalem i tak dalej. jedynym plusem było to że przez cały czas mieliśmy ludzi na wszystkich parkietach i nie trzeba było sobie ich podbierać. zresztą mam w to wyjebane. inna sprawa że zarabiam połowę ustalonej stawki, bo oczywiście projektory jeszcze nie wiszą, tak więc problemy finansowe moje się nie kończą póki co…
o, jak już jestem przy kwestiach finansowych to mogę jeszcze śmiało napisać że pewna organizacja z warszawy jest mi od trzech miesięcy winna relatywnie spore pieniądze i za żaden chuj nie mogę ich odzyskać. zapowiedziałem już że na polubowne załatwienie sprawy czekam do końca tygodnia, a później spotkamy się w sądzie. tak więc, wszem i wobec ogłaszam że “oszustom chuj w pysk”. a wieśniakom którzy się wpychali przede mnie w kolejce miałem ochotę połamać ręce, w sumie nawet nie wiem dlaczego tego nie zrobiłem. a wie ktoś co znaczy tekst “robisz zachód słońca koleś”?
na zakończenie pozwolę sobie zacytować mojego znakomitego kolegę: “płock to takie większe lipno”. poziom ludzi w tym mieście jest po prostu osłabiający. powiem tak: we włocławku mieszkańcy są niesamowicie mili, uprzejmi i kulturalni w porównaniu z tamtą hołotą.
gdzie się podziały te stare dobre czasy, w których jedynym zmartwieniem była klasówka z historii..? w ogóle były kiedykolwiek, czy to tylko złudzenie? i czy tak jak teraz jest będzie już zawsze? do zajebania będę musiał straszyć sądem oszustów, wyzywać imprezowiczów i płakać przy dystrybutorze?