
inglorious bastards
król nie zawiódł!
film zupełnie zaskakujący, przepełniony czarnym humorem. od pierwszej sceny nie ma się najmniejszych wątpliwości kto jest reżyserem. jedyne czego brakowało to quentina wcielonego w jakąś poboczną rolę, ale w sumie pewien nie jestem że nigdzie go tam nie było.
tak siak czy owak zdecydowanie polecam, chociaż generalnie całość do lekkich obrazów nie należy. gdyby nie ciągłe rozładowywanie atmosfery przez mimikę i ton głosu pitta byłoby bardzo depresyjnie, a tak jest… quentinowsko :D


