tytuł tego wpisu jest jak najbardziej nie przypadkowy.
za namową człowieka, który stał się jednym z głównych współautorów mojego obecnego charakteru postanowiłem spisać ostatecznie swoje odczucia które siedziały we mnie tak mniej więcej od godzin południowych ubiegłej niedzieli.
[łyk]
praca przy organizacji kolejnej edycji wzb, w wymiarze trochę innym niż w latach ubiegłych, dała mi olbrzymiego powera, spowodowała, że uwierzyłem, że można. cieszę się z tego, że chyba udało się zrobić coś dobrego dla tego miasta, i to nie jako taki czy inny polityk, a jako zwykły obywatel. oczywistą sprawą jest, że wszystko byłoby niczym gdyby nie zajebiści ludzie miałem przy sobie w tym bałaganie od momentu w którym dowiedzieliśmy się o powierzeniu nam organizacji mistrzostw kraju do ostatniego ‘ostatecznego debriefu’. efekt synergii był w tym miejscu widoczny bardziej, niż w jakiejkolwiek z mądrych, (para-)psychologicznych książek jego magnificencji promotora. jak kiedyś stwierdziłem, od kilku lat, przy większości okazji udowadniam coś sobie. nie inaczej było w tym przypadku, ale to tak na prawdę nieistotne. przez te kilka dni, mimo pieprzonej pogody, było magicznie, i kurwa, obiecuję że w następnym roku będzie jeszcze lepiej. zrobimy z eventu medialną sensację i wielki szum, ale oczywiście szczegółów zdradzić nie mogę. (btw. właśnie pomyślałem sobie, że prawdopodobnie jutro spełni się moje małe marzenie, i na stopro nie omieszkam się tym faktem pochwalić ;]
na napisach końcowych dziękuję poszczególnym osobom za (kolejność jakaś musiała być):
- m za wiatr w żaglach, uratowanie środy i cierpliwe spisywanie spadających markerów
- b za wzajemne podkręcanie się, miliardy telefonów, maili i pomysłów rzuconych w ostatnich chwilach oraz dynamiczną gestykulację podczas opowiadania rozmaitych historii
- j za to że jednak był, że swoim profesjonalizmem uratował nas od katastrofy, że wziął na siebie ogromną odpowiedzialność i że panował nad wszystkim
- r za te same kawały co zawsze, za ten sam pojebany humor co zawsze, za małego kleszcza i głęboką rozkminę w piątek
- m2 za pozostawanie na bieżąco na mailu, motywujące telefony i aktywność na fb
- m3 za krok naprzód w interesach i za pozostawienie dużej swobody w działaniu
- l za “no i kurwa co? i ja pierdole!” oraz niespotykaną intuicję w nowej sytuacji
- m4 za zrobienie czegoś tak naprawdę dla idei, za zrozumienie potrzeby niespania i poważne podejście do tematu przy jednoczesnym zachowaniu niepoważnego charakteru własnej osobowości
tym niewymienionym z litery i ewentualnie liczby też dziękuję, bo przecież wszyscy byli potrzebni tak samo. do następnych wzb…

















