![siema ;]](http://farm4.static.flickr.com/3495/3942049278_921f95e7f4.jpg)
nareszcie-nareszcie, po długim oczekiwaniu (chyba coś ok. pół roku) kilka dni temu wyliniała rogalica. na zdjęciu jest oczywiście jeszcze nie najedzona, dostanie coś do szamania za jakiś tydzień. w zasadzie to chyba mógłbym jej już podać oseska, tylko najpierw chciałbym zmierzyć jej DC i wtedy zadecyduję, no nieważne zresztą.
poza tym, tego samego dnia co rogalica, wyliniał mój biały kruk (niee, nie golf mk2 :D), mianowicie linothela. przed chwilą nakarmiłem ją pierwszy raz w tym stadium, i widzę że z levelu na level staje się coraz większym rzeźnikiem ;] jak będę miał wolne parę dych to zakupię jej terra 20×20x20, dzięki temu: będzie miała więcej miejsca na pajęczynowanie (a pajęczynuje baardzo mocno), może uda mi się zrobić jej zdjęcie podwozia (a są nadzieje na samicę) i ogólnie sam lepiej się jej przyjrzę :D
kolekcja moja w ostatnim czasie wzbogaciła się jeszcze o tapinaucheniusa gigasa L1 (podobno po dużych rodzicach) i dłuuuuugo wyczekiwaną iridopelmę sp. recife, L2. niestety, oba spidery są na razie zbyt mikroskopijne żeby im zrobić zdjęcia, niemniej jednak są ;]
koniec o pająkach, ogólnie koniec pierdolenia. wracam do pracy, bo mnie nie widać zza tych wszystkich arkuszy css i grafik psd. mam 4 rozgrzebane projekty, i 3 do zrobienia od podstaw. poza tym ten jebany projekt z sieci nade mną wisi.. teoretycznie mam czas do 16.10, ale jednak dobrze by było wcześniej to pogonić. no ale jutro kawalerskie, w sobotę wesele, i jak tu się wyrobić..

antymobil red bullem zwany
ta trudna chwila musiała kiedyś przyjść..
w dniu dzisiejszym, tj. 16.09.2oo9, o 18 dobiegł końca mój wieloletni związek z pięknym, czerwonym volvo340. byliśmy ze sobą 4 lata, przemierzyliśmy oficjalnie 45000km, natomiast jestem przekonany że stan faktyczny był co najmniej dwukrotnie większy. przeżyliśmy razem maturę, gruby remont blacharki, malowanie, niezliczone wyjazdy do bdg i z powrotem, drifty za uczelnią (sorry za tą studzienkę), zapowietrzanie, zamrażanie i zacieranie silnika, jazdę bez świateł, bez hamulców, bez zapalniczki, bez tłumika, bez akumulatora i bez celu, pierwsze, drugie i kolejne lekcje z budowy i regeneracji silników wysokoprężnych wolnossących oraz przyspieszony kurs elektryki samochodowej, kierowców pijanych i takich którzy nie umieją jeździć na rondzie (sorry za lewe drzwi i nadkole), dzikie przejazdy po mieście z bagażnikiem wypakowanym sprzętem estradowym podłączonym do pożyczonego wzmacniacza i wiele wiele innych przygód…volvo nigdy mnie nie zawiodło, poza tymi momentami w których spokojnie acz stanowczo dopominało się poszanowania swoich praw.
wypiliśmy w nim chyba z milion browarów i energetyków, wyjaraliśmy mnóstwo fajek i innych cudów niewidów…
a dziś, tak jak escort deteha, hiena grabarza tak i volvo antego przeminęło niczym lato 83 roku. teraz jego historię będzie pisał kto inny, a konkretnie przedziwny jegomość o imionach sebastian roland.
kurwa, nie sądziłem że aż tak smutno mi będzie. żeby jeszcze alfa tyle nie paliła…

inglorious bastards
król nie zawiódł!
film zupełnie zaskakujący, przepełniony czarnym humorem. od pierwszej sceny nie ma się najmniejszych wątpliwości kto jest reżyserem. jedyne czego brakowało to quentina wcielonego w jakąś poboczną rolę, ale w sumie pewien nie jestem że nigdzie go tam nie było.
tak siak czy owak zdecydowanie polecam, chociaż generalnie całość do lekkich obrazów nie należy. gdyby nie ciągłe rozładowywanie atmosfery przez mimikę i ton głosu pitta byłoby bardzo depresyjnie, a tak jest… quentinowsko :D