untitled

z całego wyjazdu na wakacje chyba tylko te trzy zdjęcia nadają się do publikacji, inne są albo zbyt zaszumiane albo kompletnie nieostre. niemniej jednak, mimo że tego nie widać, to ciągle pracuje nad techniką, zarówno samego strzelania jak i późniejszego wywoływania. póki co odszedłem od photoshopa przy hdr’ach i korzystam z dwóch innych, mniejszych, prawie darmowych progsów ;]

a co do samego wyjazdu to… kosmos kompletny! =]

IMG_5172

IMG_5170

IMG_5225

wakacje! :D

baterie naładowane, filmy nagrane (w zasadzie to jeszcze ’se7en’ się zgrywa), torba spakowana, alfa zalana pod kora (jak wyjeżdżę odpowiednią ilość km to napiszę czy opłaca się lać 98 czy to ściema zwykła, bo w przypływie entuzjazmu i radości stwierdziliśmy że lejemy ultimate ;] fakin szit, te skarpetki chyba jednak nie wyschną do jutra.. trudno, będą się suszyć na tylnej półce po drodze ;) muszę jeszcze dwa pająki podlać przed wyjazdem, ale to chyba jutro zdążę, zresztą teraz wyszły na żer, a jakoś nie mam ochoty dać się upierdolić w dniu wyjazdu na wakacje. i 5 dni bez neta, po prostu poezja! dobrze że w końcu się zebrałem do projektu z sieci i trochę popchnąłem do przodu, mam czystsze sumienie, bo później może nie być czasu na to (chociaż tak naprawdę to cholera wie co z tymi nowymi pomiarami, adam milczy od 3tygodni, czyli wszystko zaczyna wyglądać tak jak poprzednim razem). na razie się tym nie przejmuję, zresztą jak wrócę to też nie będę się tym nie wiadomo jak orał. mam co robić, diagmed wrócił z dalekiej podróży, poza tym 3 zlecenia wpadły, a 2 z nich pewnie wypalą, a 1 mam już w dość zaawansowanej fazie.

dobła, idę pyknąć jeden meczyk w UT2004 (po cholerę to ściągałem, teraz się na niczym skupić normalnie nie mogę, wiecznie mnie rozprasza ta giera… zajebista jest!) i spać.

go poznań, go go, poznań go…

day, death, sorrow, breath

śmierć jacksona skłoniła mnie do przemyśleń na temat gwiazd showbiznesu teraz, kiedyś i w przyszłości.

no bo tak:

  • 15lat temu (o kurwa, już?) odstrzeliła sobie głowę ikona buntu nastolatków lat ‘90, kurt cobain. płyta ‘nevermind’ sprzedała się w 26milionach egzemplarzy, a ’smeels like teen spirit’ stało się hymnem młodych gniewnych na najbliższe 30lat.
  • 18lat temu na grzybiczne zapalenie płuc zmarł freddie mercury; do tej pory pod murem jego posiadłości fani składają mnóstwo kwiatów (to pewnie dlatego że miejsce pochówku nie zostało ujawnione); nie chce mi się teraz szukać ile sprzedano płyt queen i jego solowych, ale pewnie wchuj dużo;
  • 29lat temu ktoś zastrzelił johna lennona, niekwestionowaną gwiazdę ówczesnej muzyki ‘młodzieżowej’ nazwijmy to. na pogrzeb przyszło 100k ludzi, czyli tak mniej więcej cały włocławek;
  • 32 lata temu na atak serca zszedł elvis presley, bożyszcze tłumów, twórca, pan i władca rock’n'rolla, muzyki która ukształtowała wiele gatunków muzycznych; za życia miał bulwar swego imienia, a na pogrzebie byli m.in. john wayne i córka keneddy’ego; 12 lat temu suma sprzedanych płyt presleya przekroczyła 1mld (sic!);
  • 38lat temu klęknął z zećpania jim morrison, pierwszy psychodeliczny muzyki rozrywkowej. na pogrzebie nie było nikogo, bo odbył się w tajemnicy (ale w zasadzie nie o to chodzi);
  • 39lat temu zmarł w takich czy innych okolicznościach jimi hendrix; do tej pory na jego grób rocznie przychodzi 14k ludzi, czyli jakieś 40 dziennie;
  • 39lat temu zaćpała się na śmierć janis joplin; co prawda na jej grób nie przychodzi nikt, ale to dlatego że skremowane prochy rozsypano nad ocenem spokojnym. tak czy owak grała na woodstocku’69, a w ‘95 została wprowadzona do rock’n'roll hall of fame;

i mógłbym tak wymieniać jeszcze trochę. niemniej jednak nie chodzi mi o samego jacksona, bo należy mu się taki show który został odprawiony na jego pożegnaniu w tym pieprzonym stapless center (nazwa zawsze mi się kojarzy ze stapler center), bo w takim stylu przeszedł przez całe życie.

pytanie które mnie dręczy jest takie: komu będą organizowane takie pogrzeby, kto będzie sprzedawał ciężkie miliony płyt, i na widok kogo będą piszczały laski na całym świecie przez 5, 10, 15 lat? no bo chyba ten pajac z tokio hotel (które na szczęście odeszło już chyba w niepamięć) się nie łapie do takich gwiazd jak ci powyżej, co? wczoraj wieczorem całkiem przypadkiem widziałem w tvp#2 event “hity na czasie”, chyba z zielonej góry, i wiecie co chcę napisać. ja po prostu nie byłem świadomy że media (publiczne) promują takie gówno, które nie reprezentuje sobą spód dna. no ja pierdolę, wychodzi jakiś pajac na scenę ubrany jak guido i nieudolnie rusza wargami do playbacku z którego dziarsko płynie ‘świecisz jak miliony monet’, no ja pierdolę. albo jakieś inne niby gwiazdki których nazwy wyleciały mi z głowy tak szybko jak szybko chce mi się lać po dwóch browarach. pod sceną tłum małolatów, jakieś klientki mające na oko po 14lat z telefonami w górze, i ich 16letni kolesie w obcisłych koszulkach i nażelowanych włosach (chociaż nie twierdzę, pewnie część z tych typów myślała sobie ‘ja pierdole, co ja tu robię?’), wszyscy piszczą jak na scenę wychodzi kolejny kretyński rumuński wykonawca muzyczny pod swojsko brzmiąco nazwą ‘akcent’. wszyscy śpiewają 1-2 piosenki i nara. co za crapp? jeszcze 10 lat temu, za czasów mojej podstawówki oczywiście również były takie wykwity chwilowych zajawek na robienie kasy muzyką dla szarej masy, ale to były zespoły jednej płyty, natomiast teraz na każdym kroku słychać zespoły jednego singla (no dobra, żeby być sprawiedliwym napiszę że dwóch-trzech singli, co jednak nie umniejsza chujowości tych tworów).

prawie 3 tygodnie temu zszedł chyba największy obecnie żyjący showman tego świata, i co dalej? komu teraz prezydenci, gwiazdy kina i muzyki, kapłani wielu wyznań i fani z wszystkich kontynentów będą składać hołd? owszem, żyją jeszcze wielkie gwiazdy muzyki, ale muzyki mniej komercyjnej niż ci wyżej. bo jakoś nie wyobrażam sobie żeby na pogrzeb maxima reality czy daniego filtha przyszło 100k ludzi). jak napisałem wyżej nowe gwiazdy pokroju tego przysłowiowego jacksona już nie wybijają się od dawna, i na razie nie wiem chyba nawet dlaczego. nie wiem też dlaczego pierdolone wytwórnie w stylu bmg albo sony music promują wielkie gówno. albo inaczej – dlaczego takie wielkie gówno tak dobrze się sprzedaje? przez radio, dla którego kawałek trwający 3min 15sek. jest idealnym numerem na przechujowe listy przebojów? czyli wyszło na to że stacje radiowe są największym wrogiem artystów z przekazem, a największym sprzymierzeńcem słupów którzy robią dwa single, grają koncerty przez sezon, dwa, sprzedają licencje do rozgłośni i z tego żyją przez kolejne 10lat.

c.n.d.