edit: ok, teraz kilka wyrazów opisu do fot.
zdjęcie 1 przedstawia kotłownię całego obiektu dawnej celulozy. podobno swego czasu były tam 3 wielkie piece miałowe ogrzewające wszystkie budynki fabryki papieru.
zdjęcia 2-3 zrobione całkiem obok kotłowni, tylko w drugą stronę [do ul. płockiej]. chuj wie co tam było, ale na pewno dawno już tego tam nie ma. ogólnie straszna, wielopoziomowa ruina.
zdjęcie 4 robione z klatki schodowej dużego obiektu w którym nie wiadomo co było. prawdopodobnie kiedyś była tam podłoga (świadczy o tym to że po drugiej stronie hali była), jednak teraz jest tak jak widać na focie. na początku myśleliśmy że wyżej nie wejdziemy, ale jednak ciągnie wilka do lasu ;]
zdjęcie 5 to moje oczko w głowie (dumny jestem że hdr wyszedł, ale nieważne). cuda wystające z podłogi to prawdopodobnie chwytnie powietrza do szybów z poprzedniego zdjęcia.
zdjęcie 6 jest chyba najsłabsze ze wszystkich. nie widać za bardzo o co w nim chodzi, tylko ten strop je ratuje.
numer 7 ukazuje ogólny distroj jaki panuje w tamtym rozszabrowanym przez lokalny element miejscu. wszystko co dało się zajebać zostało już zajebane, zostały tylko te rzeczy do których trzeba startować z boshem, albo z minimum niezłą piłką do metalu
nr8 przedstawia coś nad czymś kiedyś była jakaś maszyna, i tam były zawieszone wały [pędne?] które prawdopodobnie były smarowane przez ciecz z tej wanny. to tylko taka hipoteza, pewnie było tam coś wchuj innego.
9 – drzewa na dachu i palce z nieba, zrycie.









chodź ze mną w magiczne miejsce
choćby, że szczęścia zmiękło ci serce, chodźmy
na dobrą sprawę to już tak trochę są wakacje. na drodze do kompletnej wolności od spraw nazywanych w pewnych kręgach naukowymi dzieli mnie (nas!) w zasadzie tylko jeden egzamin w poniedziałek. najpiękniejsza osoba na świecie wróciła dzisiaj z dalekiej podróży i nic nie jest mi w stanie zepsuć tego zajebistego humoru jaki teraz, i który najpewniej będzie się utrzymywał do końca wakacji. nieważne że nie mamy za co jechać nad morze albo w góry i pojedziemy tam dokąd nas będzie stać. bo przecież nieważne gdzie, ważne z kim. a, tak przy okazji czekam niecierpliwie na pierwszy oficjalny wpis na magdarose, bo przecież obiecała że spróbuje, nie ma opcji żeby nie do3mała słowa ;]
po dość długiej nieobecności nadszedł chyba czas nadrobić trochę zaległości w blogowaniu (ale chujowe słowo).
wstępnie udało się mi obrobić z projektem który próbowałem opisywać na bierząco we wcześniejszych wpisach, a co koniec końców nie wyszło. wyjazdy się skończyły, praca przy processingu również, a post-processingu nie wyszło tyle ile zakładaliśmy że będzie. przy okazji to nigdy chyba nie miałem bardziej debilnej pracy niż ta przy mevie, która teoretycznie miała być automatyczna, a w praktyce trzeba było siedzieć przy niej non-stop i to przy pełnej koncentracji. po trzech godzinach patrzenia w te skaczące obrazki na filmie można było ochujeć, a całego przetwarzania wyszło prawie 30 razy tyle ;)
tak z innej beczki to nowy nabytek sprawuje się doskonale, mam do zrobienia w nim kilka pierdół, ale generalnie jest zajebista. szkoda tylko że pali więcej niż ja i deteh w zeszłoroczne wakacje.
tak na jakieś artystyczne zakończenie wpisu kilka zdjęć z przedwczorajszego tripu na azoty:



