chyba dość łatwo było przewidzieć w jaki sposób będzie powstawał wstępny raport z pierwszych dwóch miast do przesłania do zamawiającego. szefo stwierdził (acz nie przyznał się) że nie ogarnie sam, i że potrzebuje pomocy (to jest pracy tylko dla jednej osoby, moment… jak chuj ;]. wczoraj cisnęliśmy od 18 do 4.30, i dzisiaj po 5h, a wyniki i tak są niekompletne. a to błąd mevy, a to coś się zjebało, a to excel odmawia posłuszeństwa, a to jeszcze kurwa coś innego. w każdym razie pomimo wszelakich problemów powstał 50cio stronicowy, groźnie wyglądający raport wstępny. o 24 mija deadline na wysłanie, więc prawdopodobnie pofrunie po drutach w najbliższych chwilach i.. niech rzuci skurwysynów którzy nie wiedzą gdzie sami mają zasięg na kolana, i niech nam przedłużą kontrakt..
koniec przerwy, wracam do postfixa. jutro znowu cały dzień zapierdalania, a nie wiem o której się dzisiaj położę, a za 22h wyruszamy na zachód, na sesję. żeby tylko pogoda nie siadła. no i jakby statyw z pilotem doszedł jutro to też by było rześko, ale znając moje szczęście do poczty to pewnie dostanę przesyłkę na dzień dziecka :|
jestem tym zwierzęciem co wciąż goni za bilonem
btw. kolejna notka bez sensu. chyba mam coraz mniej czasu na wkurwianie się i rozładowywanie się tutaj, a piszę cośkolwiek żeby była jako-taka ciągłość zachowana.


