gda#2&sc

z drugiego dnia w gdańsku nie było relacji, bo kompletnie nie miałem ani czasu ani sił do napisania czegokolwiek. w skrócie powiem tylko że astry (z górki bo z górki, ale zawsze) wg gps’a 193, a wg licznika 200 ;]

szczecin bardzo mnie zaskoczył, i to pozytywnie. wszędzie od cholery pasów, ruch płynny, korków jako takich w zasadzie nie uświadczyliśmy. wczoraj przejeżdżaliśmy przez całe miasto rano, dzisiaj dwa razy wczesnym i późnym popołudniem i zawsze zabierało nam to ok 22minut, więc naprawdę zajebiście szybko.
na jutro został nam jeden pomiar na wylocie w jakiejś wiosce na ‘l’ i wracamy na bazę do bdg, a po powrocie.. pakuję się i lecę do pzn na zasłużony weekend we dwoje.

ps. chuj w dupe kierowcom tirów, przez dwa dni dwa razy niewątpliwie życie byśmy stracili przez tych bezmózgich skurwysynów.

gda#1

mooment, niech napiszę esa do foki, bo w sumie to bym sobie nie wybaczył gdybym zapomniał.

.

dobra, już. mam nadzieję że zrozumie jaka jest sytuacja ;)

tak ogólnie to w życiu bym nie przypuszczał że te astry polecą o 10km/h więcej niż mają wpisane w papierach, a pewnie i jeszcze 5 można by dołożyć, bo pewien zapas obrotów jeszcze był ;)

jak więc widać podróż minęła raczej szybko. dalej już nie było tak kolorowo, ale mimo wszystko w porządku. fakt faktem trochę zjebałem dwa razy, takie głupie błędy odjebałem, jak na kursie na prawko :/ w wawie nie było tego tyle co tutaj, nie mogę sobie wybaczyć. poza tym nie mogę się trochę pogodzić z tymi rozstaniami, tzn. wiem że właśnie tak musi być, i że damy radę, i jesteśmy najszczęśliwsi, tylko.. trochę smutno samemu.

foka oddzwoniła, wszystko oka! ;]

konkurs na najlepsze ujęcie dnia dzisiejszego wygrywa toi-toi zaprawkowany przy placu budowy nie daleko ul. szerokiej, w którym można się zżygać cztery razy podczas jednego odlewania się – w sumie to jestem szczęśliwy że ta banda chuja kazała nam spierdalać, bo byłoby nierześko pewnie ;]

ook, czas spać. jutro od rana do pracy!

wwa#2

znacznie spokojniejszy i przyjemniejszy dzień dzisiaj mieliśmy. nie to żeby wczoraj było źle, czy coś, ale dzisiejsze rozprężenie chyba mi się przydało. co prawda trochę dziwnie się czułem nic nie robiąc od 18 poza piciem browara, jedzeniem pizzy i gadaniem o różnych mniejszych głupotach, ale jednak odpocząłem, a nie wiadomo kiedy następnym razem będzie okazja na mały chillout.

ogólnie zrobiłem kilka zdjęć w wawce, ale niestety sztampa jak cholera, raczej na pewno nie ma sie czym chwalić. trochę brakuje mi lepszego szkła, to będzie następny zakup po samochodzie. i po lampie ;)

przeprowadzamy teraz interesującą rozmowę na temat projektu, jego prowadzenia, zarządzania, wyzaczania tasków, tego co będzie po projekcie, poznania, itti i tak dalej. mam nadzieję że jednak uda mi się coś zrobić ze swoim życiem

‘daję gratis od siebie to że mogę zrozumieć że nie możecie mi zapłacić więcej b mam za małe kompetencje, za to że potrafię zrozumieć że nie umiem więcej’ – mazur, jesteś mistrzem retoryki. normalnie jak ciebie słucham to zaczynam chyba trochę bardziej wierzyć w siebie. oby wyszło.

ps. widziałem wwdz, to na pewno był on! :D

wwa#1

jak po temacie widać, jednak się udało. zleceniodawca przedłużył nam kontrakt, dostaliśmy zielone światło i fundusze na kolejne 5 miast. po krótkiej euforii i gorączkowym planowaniu trasy oraz kolejności punktów pomiarowych o świcie wyjechaliśmy do stolicy.

a w niej od samego początku buractwo jak cholera. robiliśmy sobie rześko pomiar na okęciu, na takim klepisku obok biurowca petrolotu, a tu przyjechał jakiś wieśniak w pathfinderze z megafonem na dachu i zaczął nas przepędzać wyzywając od wieśniaków, pastuchów kóz i (uwaga uwaga) swołoczy (wg słownika pwn drań, świnia). w sumie fajny wyraz, ale żeby tak na samo dzieńdobry. pewnie po powrocie do domu z pracy mówił żoneczce która się spóźniła z obiadem “ale dzisiaj buraków przywiało na lotnisko, no skąd się tacy biorą, w ogóle na rejestracji cb byli, ciekawe gdzie jest jakieś miasto wojewódzkie na c?”. trudno, sto chujów mu w dupę. i bez jego przyzwolenia zrobiliśmy sobie pomiar i tam i na starym rynku. teraz kończy się wieczór testera w zajebistym mieszkaniu firmowym, aż się trochę podjarałem (bardzo bez sensu) taką delegacją, pracą itd… nie ma chyba co marzyć, a przynajmniej nie przed końcem http-audit, a co później? pojechać do poznania, skończyć serwery, uporządkować sprawy aeroklubu, zrobić projekt dla arasa, kupić samochód, pojechać na wakacje… po kolei. najpierw iść spać.