dzien 1
poznań, poznań.. to miasto jednak ma coś w sobie (poza tym że czasami mieszka w nim najpiękniejsza kobieta na świecie).atmosfera jakaś taka przyjemna, mili ludzie, no i (odpukać) niewielki pech. pomiary na p1, 2 i 3 przeszły w miarę bez problemów (jedynie u mnie 3g na ostatniej lokalizacji trochę niefajnie szły).
ogólnie to mam wrażenie że trochę (bardzo) nieogarnąłem dzisiejszego dnia i nocy ze strony logistycznej (ostatnio nadużywam tego słowa), ale już trudno, nic z tym nie zrobię. na prawdę przepraszam…
hotelik ogólnie w miarę spoko, ale chyba trochę mało jak na taką kasę. przydałaby się chociaż mała lodóweczka żebyśmy nie musieli karpi hodować w brodziku od natrysku. tak czy owak owe karpie zrobiły swoje, i dlatego też ta część niniejszej notki jest do niczego.
chciałbym już frunąć w jakieś inne, dalekie miasto, jakiś krk, albo chociaż wwa, żeby użyć trasy, klimatu, zmęczenia, pomiarów i samochodu, bo jak na razie to jak dla mnie to taki wstęp, gdzie jeszcze można zawrócić, coś poprawić i zmienić 5 razy metodykę. z drugiej jednak strony challange się zaczął, mamy przed sobą cel, mamy jakieś tam środki (chociaż flota kurczy się w zastraszającym tempie), pozostaje tylko oczekiwanie na decyzję klausa hartmanna (czy jakiegoś tam jego klakiera), a nadzieja umiera ostatnia (chociaż jak sięgam pamięcią 5.5 miesiąca temu to jednak nie /btw. to już trochę czasu…/).
orajt, druga bateria od nokii się naładowała, na lapku mam 93%, powoli wracam do chłopaków, na krótko bo na krótko, ale jakiś plan na jutro chyba nakreślić szczegółowo trzeba.
zajebiście nas zastanawia co dostaniemy jutro na śniadanie w ramach tego 20-peelenowego talonu. może będzie chociaż po jajku i parówce, i później jakiś mały kebab i kawa na mieście, i do 18 styknie, później pierogi albo tosty, i z diety będę trochę do przodu? ta moja dziura budżetowa.. wiem że źle kasą dysponuję, ale też mam pecha, no ale to temat na inną rozkminę. jakby to intel powiedział ‘kończę pierdolić’ i mykam 3 pokoje obok.
do jutra!
ps. wonderwall :*
dzien 2
pobudkę wspominam bardzo neutralnie. wyspany, wypoczęty, dolegliwości nie zgłasza, może wykonywać pomiary. śniadanie najgorsze nie było, ale jednak trochę mało tych parówek dali, natomiast kawa była mistrzowska.
p4 przypadło na rynek poznański który przyjął nas wyjątkowo uprzejmie. rześki zasięg, absolutny brak problemów z okoliczną żulernią, chyba bezproblemowe pomiary. udało mi się nawet bujnąć po okolicy z aparatem i postrzelać kilka zdjęć, coś się z tego chyba wybierze (ale nie wiem czy coś wrzucę, bo nie mam pojęcia kiedy miałbym to zrobić).
p5 (zgodnie z metodyką) zrobiliśmy na wylocie, konkretnie w biskupicach. poza zmułami na jednej sieci było nieźle, świeciło słońce i kilka fajnych… samochodów przyczailiśmy. powrót do bdg spokojny, tylko to trąbienie strasznie mnie wkurwiało. no na prawdę, to nie jest chyba fajny żart trąbienie na siebie na trasie czy na postoju, wścieklizny dostaję wtedy. sprawa na szczęście już jest wyjaśniona (chyba jednak trochę za mocno się rozprułem, ale ostatecznie jest ok). oddaliśmy materiał do analizy, przyjechaliśmy do domu. piwo, dwie parówki (pierwsze od śniadania o 8 rano), mecz lm (jebani angole), drugie piwo, blog, prysznic, telefon, kimono. jutro ‘toruńskie’ st4 i st5, i o 17-18 włocek. mecz na necie (razem pewnie!), sesja w bravo (człowiek się poświęca żeby głupie 50pln zarobić, bo jestem tym zwierzęciem co wciąż goni za bilonem..).
serio idę się wykąpać, i pierdole, nie sprawdzam maila.
oby nam przedłużyli kontrakt.
ps. nie martw się, wszystko się ułoży :*
