dzisiaj miało być bez notki, później stwierdziłem że będzie notka, ale bez zdjęcia, teraz natomiast doszedłem do wniosku że będzie i notka i zdjęcie, nawet jedno w miarę niezłe znalazłem ;]

sto sto
plan na wieczór był prosty – w końcu wybrać się większą ekipą do spichrza, bo jest to od dłuższego czasu jedyny alternatywny lokal w tym mieście (a nie jest tak?). rozpędzanie się zaczęliśmy już przed wyjściem z domu, poszedł mały dym i płyn, zaraz zajechał grabarz na rasowej hienie i wesoło pomknęliśmy zawinąć obywatelkę aleksandrę na imprezę. gdy i ona znalazła się w samochodzie rzuciliśmy warpa i przenieśliśmy się na plac, aby w vintage wraz z resztą umówionego towarzystwa chichotu&plotkowania (;p) kontynuować przedimprezowe nabieranie prędkości. dziewczyny wypiły po breezerze, grabarz dwa burny a ja dwie kolejki wiadomo_czego. gdy atmosfera w lokalu zaczęła robić się przykrą (wytapetowane lachony i wylakierowani kolesie) ponownie tego wieczora zbudowaliśmy tunel czasoprzestrzenny i przenieśliśmy się do naszego włocławskiego zion’u, czyli do spichrza właśnie.
a tam uciechom nie było końca.
na wejście czekaliśmy wyjątkowo krótko, edyta (kaśka? iwona? marlena? wioleta?) otworzyła bramkę po 5 minutach, skasowała po 5 pln’ów, zeszliśmy 5 schodów w dół i usiedliśmy przy 5tym stole w klubie (tak, przy tym ostatnim, przy parkiecie). od samych drzwi nasze uszy zaatakowała przezajebista muza – trafiliśmy na dramowo – elektro – minimalową imprezę, czyli na to co tygrysek anty lubi najbardziej na imprezach ;]
jako że dziewczyny wisiały mi trochę kwitu za breezery to stwierdziliśmy że prościej będzie gdy rozliczymy się w browarach. a że antemu się palić zachciało i w kieszeni liście miał (a kotek rurę w torebce) to szybko rozsialiśmy przyjemny aromat we wnętrzu tego jakże przytulnego i klimatycznego lokalu.
od tamtego momentu nie pamiętam za dobrze wszystkiego, impreza jakoś zaczęła się sama toczyć swoim torem, świat tańczył a ja stałem.
po jakiejś godzinie oczekiwania w lokalu narysował się deteh z justyną, więc nie było innej opcji i skoczyliśmy jeszcze na chmurę do wucetu ;] no i w zasadzie później to już pamiętam tylko że tańczyliśmy trochę przy smooth criminal, że przy voodoo people anty robił z siebie idiotę (a co ;] i że przy barze spotkałem starych przyjaciół z podstawówki, mianowicie grubego&chudego ;) (w tym miejscu wielki big up! dla nich, kurwa jak fajnie jak takie miłe wspomnienia sprzed 10-15 lat wracają… jaa, my się już tyle lat znamy, a ciągle tacy młodzi jesteśmy ;] ) i wszystko byłoby fajnie gdyby gruby nie zaproponował kolejki za stare czasy, bo już wtedy miałem stety całkiem nieźle w czubie. stało się to co miało się stać, świat zawirował jeszcze bardziej, więc musiałem 3mać się różnych osób, ścian i filarów żeby u3mać jako_taki pion ;] a gdy rozgadałem się z chłopakami w najlepsze ekipa stwierdziła że sie stąd zmywamy bo coś tam i że mam wychodzić, więc wyszedłem z nimi :(
obudziłem się w domu, w swoim łóżku. jeżeli zrobiłem swoim zachowaniem coś przykrego to przepraszam, ale tak już mam ;]
dzięki za wypad, musimy częściej się bujać do spichrza. zajebista alternatywa. big up!
życie studenckie jest …
bajeczne , aż się doczekać nie mogę przyszłego roku ^^ ;p
pocieszna fotografia xD
Na ten czas;)
impreza była godna ;] musimy częściej do spichrza zaglądać, zdecydowanie częściej ;)
zdecydowanie ponadkonkretnie, anty na orbicie a w kieszeni listki ma ;p