20min temu wpadłem do domu, więc czasu na spokojne przemyślenie koncertu jeszcze nie miałem, ale chuj z tym – napiszę na gorąco:
OGIEŃ to mało!
pierwszą rzeczą która pozytywnie zaskoczyła była punktualność koncertu – zaczęli prawie dokładnie tak jak było w planie (albo nawet dokładnie) – nie często się to zdarza na koncertach w naszym pięknym kraju.
dalej – bardzo ważne – setlista (z 20 wytypowanych kawałków trafiłem 9). niektóre kawałki bardzo ciężkie do przewidzenia: “…and justice for all”, “so what?”, niektóre wręcz niemożliwe, np. “disposable heroes”. co prawda trochę szkoda że nie było np. “battery” albo chociażby nowego numeru który grali już tu i ówdzie: “death is not the end” (czy jakoś tak), niemniej jednak meta co by nie zagrała to i tak jest zajebiste, zwłaszcza jak jest w takiej formie jaką zaprezentowała dzisiaj.
jaymz ma genialny wręcz kontakt z publicznością (na pewno lepiej niż 4lata temu), do tego zajebista dyspozycja jeżeli chodzi o wokal, no i oczywiście ekspresja podczas śpiewania (and justice, harvester, one, …), reszta zespołu też wymiata (choć szkoda że nie było żadnej solówki kirka tudzież roba).
jakbym miał wybierać numery które zrobiły na mnie największe wrażenie to w pierwszym rzędzie postawił bym na “harvester of sorrow” (nie ukrywam że mocno czekałem na żniwiarza) i zajebiście wręcz przearanżowanego “the unforgiven” – wykonanie tak przejmujące że aż ciary przechodziły po plecach, no i do tego nieśmiertelny “for whom the bell tolls”; zresztą reszta kawałków była wykonana równie zajebiście, grali na 110% od początku (creeping!) do końca (seek&destroy).
było mi baardzo miło jak jaymz kilkukrotnie podkreślał że przyjęliśmy mete bardzo ciepło; przez cały koncert masa ludzi śpiewała wszystkie numery od początku do końca (ja praktycznie zresztą też – nie wiem kiedy moje gardło odzyska sprawność, ale chuj z tym – w końcu to gig mety!).
co do nagłośnienia to widzę że pojawiają się już na forach wszelakich wpisy o tym że było “fatalne” bądź też jak kto woli “z pizdy”, ja tego powiedzieć nie mogę, pewnie piszą to ludzie którzy pierwszy raz byli na koncercie i myśleli że będzie tak samo jak słuchając muzy z kompa/płyty na swoim domowym audio :P fakt faktem, mnemic i machine head były nagłośnione niestety fatalnie, ale do mety nie można się przyczepić – zajebiste brzmienia gitar, wyraźnie słyszalny bas, genialna stopa (i reszta perki też), no i wyraźny wokal (choć czasami – zapewne celowo – przesterowany).
podsumowując te spisane wyżej pierwsze wrażenia ciśnie mi się jedno zdanie na klawisze – meta udowodniła że jest największym pieprzonym metalowym bandem wszech czasów (robiąc przy okazji zajebistą kasę, ale czemu nie skoro są genialni w tym co robią). już nie mogę się doczekać nowej płyty (oby nie [dużo] później niż we wrześniu), no i kolejnego koncertu który zapowiedział lars po zakończeniu wczorajszego (za rok albo za dwa, już zgłupiałem co powiedział).
They we’ll never stop, we’ll never quit, ’cause they’re Metallica!
i na koniec trzy zdjęcia:




