diagmed, odc. 3

kolejny shift na obiekcie. przez 6 godzin udało nam się tylko skończyc pierwszą krosownicę, poszukac kabli z parteru, wciągnąc je do szafy, skrosowac, poukładac zapasy w organizatorach i dostawic szafę do ściany. mało, zwłaszcza że roboty jeszcze cała masa, a czasu coraz mniej.
wczoraj przyszedł serwer (chuj że z jednym zasilaczem zamiast dwóch, i z dwoma dyskami zamiast czterech), końcówki i switche. czekamy jeszcze na resztę końcówek, lapka do serwerowni, krosownicę na szóstkę i jakieś krzesła (aha, stoły już są =] ) zresztą był wczoraj w nocy szef, powiedział że robota mu się zajebiście podoba i ogólnie jest git, czyli z kasą też nie powinno byc problemu ;]
na razie kończę, później będą fotki. a o 12 znowu do pracy…

ps. nie wydaje się wam że niebieski i zielony są prawie takie same, a nawet można powiedziec że mało się różnią od siebie? ;]

diagmed, odc. 2

drugi dzień na obiekcie. pomimo tego że długo nie posiedzieliśmy, bo ze 4h raptem to udało nam się skrosowac dwie ósemki, łącznie z pomocowaniem przewodów itd. została jedna ósemka i pierwsza krosownica leci do góry szafy =]
cross
moja robota ;]

diagmed, odc. 1

pierwszy dzień pracy na obiekcie za nami. pomimo tego że jak przyjechaliśmy to nie było nawet kluczy do pomieszczeń na pierwszym piętrze, że o krosownicy nie wspomnę, to jednak i jedno i drugie jakoś się w końcu znalazło (nawet z monitorem na racka, organizatorami kabli i kilkoma innymi pierdołami). po pierwsze zlikwidowaliśmy wiązki kabli za szafą, docięliśmy peszle, zmontowaliśmy szafę i takie tam. później obleciałem z generatorem luke’a i radiotelefonem gabinety na pierwszym piętrze, a drugi w serwerowni odszukiwał pary. po oznaczeniu powtykaliśmy je od góry w szafę, później ciach obcinaczkami na odpowiednią długośc i na krosa (dzisiaj krony pójdą w ruch ;) fajnie że w końcu coś udało się pogonic, i że widac efekty. dzisiaj postaram się kilka fotek trzasnąc, coś pewnie na bloga wrzucę ;]
serwery, ups’y, lapki itp mają dojśc niebawem, jak znam te ich niebawem to będą na boże narodzenie… oby nie

wtieSquadu melanż ;)

jako że sesja już za nami, więc postanowiliśmy zorganizowac od dawna wyczekiwaną posesyjną imprezę wuteieskładu ;) nie wiem w sumie od czego zacząc pisanie recki, bo jakoś dziwną pustkę mam we łbie ;)

może na początek kilka statystyk:
osoby imprezujące: 15 – czwarty, pokal, rychu, prondas, numerek, teżu, ludwik, bart, domme$, noktvrne, paulina, agniecha, owiec, intel, anty
osoby rzygające: 3 – czwarty, bart, anty
zniszczenia: mydelniczka w łazience, ta obok umywalki i wanny jednocześnie

imprezę w sumie na dobre rozkręciła się ok. 18, ale niektórzy popijali już wcześniej, a pierwsze piwko rysiu otworzył już po 15, jakoś doczekac się chyba nie mógł (ja zresztą też). owiec jak przyjechał to od razu zaprosiliśmy go do naszego serwerka aby w końcu nam coś z nim zrobił. owiec zasiadł, wyjebał naszego red hata twierdząc że jest chujowy, zainstalował pld twierdząc że go ogarnie, po czym wszystko mu się pojebało, a winę za to zwalił na nasz sprzęt i lunte ;) w międzyczasie grał z pokalem, intelem i rychem w pokera, a ja oglądałem klan popijając kolejne shoty bolsa i zapijając najtańszym i najchujowszym energetykiem jaki w życiu piłem.
melanż rozwinął się w sumie po tym jak przyjechał domme$ z bartem (a jakże by inaczej). szybko znalazła się muza w pokoju, narysował się luis, numerki, aga (kolejnośc przypadkowa) i podłoga zaczęła robic się powoli krzywa. oczywiście nie bylibyśmy sobą gdyby nam jakieś głupie pomysły nie przyszły do łbów, tak więc podczas próby odtańczenia słynnego układu z jozina z bazin coś się nam poprzestawiało i zrobiliśmy zapasy, koniecznie chcąc obalic rycha (ale jest chuj silny ;). niezbyt nam oczywiście poszło, za to wpadliśmy na pomysł że wrzucimy owca do wanny. zanieśliśmy go do łazienki (ale się jebany futryny 3mał), ale dommes z bartem stwierdzili że to nie jest dobry pomysł. później w wannie miał się znaleźc numerek, a skończyło się tak że wylądowałem tam ja, a na mnie dommes. fajnie było, do tej pory mnie plecy napierdalają ;] później występuje już u mnie pewna nieciągłośc zdarzeń, w zasadzie następną rzeczą której jestem pewien to to gdzie i o której się obudziłem (na czerwonym chujstwie o 8.54). jak się dowiedziałem z opowieści byliśmy w spinie, spotkaliśmy raszpulkę, kupiłem sobie piwo z którym nie mogłem dac sobie rady, haftowałem pod spinem a domme$ 3mał mnie za głowę bo nie mogłem u3mac pionu, po czym stwierdziłem że już mi dobrze i idę do domu, odwróciłem się i wyciąłem orła (żeby nie powiedzieć jastrzębia) na chodnik/trawnik/krzaki pod akademcem (są różne wersje). pół litra bolsa, dwa browary i litr energetyka, a jak mnie zmasakrowało ;)

na razie to tyle, jutro jak ogarnę swój umysł to pewnie coś dopiszę. aha, zdjęcia coming soon ;]

edit: niestety zdjęcie trochę nie ostre, ale za to zajebiste – tańczymy jozina z bazin ;]