jako że sesja już za nami, więc postanowiliśmy zorganizowac od dawna wyczekiwaną posesyjną imprezę wuteieskładu ;) nie wiem w sumie od czego zacząc pisanie recki, bo jakoś dziwną pustkę mam we łbie ;)
może na początek kilka statystyk:
osoby imprezujące: 15 – czwarty, pokal, rychu, prondas, numerek, teżu, ludwik, bart, domme$, noktvrne, paulina, agniecha, owiec, intel, anty
osoby rzygające: 3 – czwarty, bart, anty
zniszczenia: mydelniczka w łazience, ta obok umywalki i wanny jednocześnie
imprezę w sumie na dobre rozkręciła się ok. 18, ale niektórzy popijali już wcześniej, a pierwsze piwko rysiu otworzył już po 15, jakoś doczekac się chyba nie mógł (ja zresztą też). owiec jak przyjechał to od razu zaprosiliśmy go do naszego serwerka aby w końcu nam coś z nim zrobił. owiec zasiadł, wyjebał naszego red hata twierdząc że jest chujowy, zainstalował pld twierdząc że go ogarnie, po czym wszystko mu się pojebało, a winę za to zwalił na nasz sprzęt i lunte ;) w międzyczasie grał z pokalem, intelem i rychem w pokera, a ja oglądałem klan popijając kolejne shoty bolsa i zapijając najtańszym i najchujowszym energetykiem jaki w życiu piłem.
melanż rozwinął się w sumie po tym jak przyjechał domme$ z bartem (a jakże by inaczej). szybko znalazła się muza w pokoju, narysował się luis, numerki, aga (kolejnośc przypadkowa) i podłoga zaczęła robic się powoli krzywa. oczywiście nie bylibyśmy sobą gdyby nam jakieś głupie pomysły nie przyszły do łbów, tak więc podczas próby odtańczenia słynnego układu z jozina z bazin coś się nam poprzestawiało i zrobiliśmy zapasy, koniecznie chcąc obalic rycha (ale jest chuj silny ;). niezbyt nam oczywiście poszło, za to wpadliśmy na pomysł że wrzucimy owca do wanny. zanieśliśmy go do łazienki (ale się jebany futryny 3mał), ale dommes z bartem stwierdzili że to nie jest dobry pomysł. później w wannie miał się znaleźc numerek, a skończyło się tak że wylądowałem tam ja, a na mnie dommes. fajnie było, do tej pory mnie plecy napierdalają ;] później występuje już u mnie pewna nieciągłośc zdarzeń, w zasadzie następną rzeczą której jestem pewien to to gdzie i o której się obudziłem (na czerwonym chujstwie o 8.54). jak się dowiedziałem z opowieści byliśmy w spinie, spotkaliśmy raszpulkę, kupiłem sobie piwo z którym nie mogłem dac sobie rady, haftowałem pod spinem a domme$ 3mał mnie za głowę bo nie mogłem u3mac pionu, po czym stwierdziłem że już mi dobrze i idę do domu, odwróciłem się i wyciąłem orła (żeby nie powiedzieć jastrzębia) na chodnik/trawnik/krzaki pod akademcem (są różne wersje). pół litra bolsa, dwa browary i litr energetyka, a jak mnie zmasakrowało ;)
na razie to tyle, jutro jak ogarnę swój umysł to pewnie coś dopiszę. aha, zdjęcia coming soon ;]
edit: niestety zdjęcie trochę nie ostre, ale za to zajebiste – tańczymy jozina z bazin ;]