o7.o7.o7… wrocław… creamfields!

a więc jedziemy… samochodem wyciągniętym z kapelusza, ale jedziemy :D w niedziele napisze jak było… jak dożyję ;]

no cóż, koncert popłynięty, wogóle cała impreza taka że pocisk petarda. muza jaka leciała w białym namiocie to nie mam więcej pytań, lady waks i mc chickaboo zarządziły ;) a jak później grał dieselboy to leciały takie kwadraty i takie opętane visuale że nawet deteh stwierdził że przegięcie pitola ;] wcale nie :P

no a koncert pro no to już przepraszam, ale nie wiem co powiedzieć ;) koncert 70 minut, ale tak intensywny że się tak na rammstein nie zmęczyłem. setlista – spitfire, smack my bitch up, breathe, firestarter, voodoo people, out of space, diesel power, poison… nie widziałem jeszcze nigdy czegoś takiego, i chyba już nie zobacze (no, chyba że jak pro wpadnie do polski jeszcze kiedyś to się przejadę, a co :P)

poza tym – 6 burnów, speed8 i 5 browarów, więc ewidentnie na lajcie ;)

everything seems 2 be fucked up…

są momenty, gdy wyobrażam sobie życia lepszego fragmenty… są momenty, kiedy za3mujesz się i pa3sz do tyłu… i widzisz, że zmienia się coś co dawało tyle szczęścia, że już się zmieniło… ludzie przychodzą i odchodzą, twarze mijają oczy, część z nich zostanie w pamięci, wiele odejdzie w nieskończoność, tak jak wspomnienia: rower, płacz przy zas3ku, przedszkole, podstawówka… wpierdol od kogoś, i ty komuś czasem też… pierwsza fajka na boisku albo za szkołą, jeden browar na 4 osoby, wagary… pierwsza dziewczyna, pocałunek, pierwszy raz w barze, dragi, pierwszy melanż, impreza i zgon… Ale i pierwszy z wielu kopniaków od życia, bezsilność, samotność, gorzki smak porażki przemieszany ze słonymi łzami, chore loty, szkoła średnia, 18stka, matura i rozstania, zmiany… tego się nie zapomina… ludzie przychodzą i odchodzą, wspomnienia zawsze w nas, oby były…

dzisiejszy dzień zdecydowanie nie należał do najlepszych w moim życiu… to już chyba koniec mojego związku z krwistoczerwonym WEB 5396 :/ widok tego faceta na środku drogi też nie był miły, chyba już wiem co będzie mi sie dzisiaj śniło… nawet ten shrek trzeci niczego nie poprawił…