rok…

no i dzisiaj (wczoraj) minął rok… rok samotności, nadziei, pustki, złamanych obietnic, tęsknoty… rok temu już byłem w domu, rok temu widziałem ją po raz ostatni, jak zniknęła za rogiem wchodząc do bramki wykrywającej metal na odprawie na lotnisku, terminal ‘fryderyk chopin(?)’…  because you unforgiven too…

6 Responses to “rok…”

  1. deteh mówi:

    sex ;]

    “żadna kobieta nie stanie pomiędzy nami” ;)
    Wściekły sie ot co ;)
    z reszta gadaliśmy o tym w nocy…

  2. anty mówi:

    no dokładnie. a to już wtedy kłamstwo było co najlepsze-najśmieszniejsze-najgorsze [niepotrzebne skreślić]. wścieklizna. widać nie potrafiły uszanować tego co od nas miały…

  3. grabarz mówi:

    gdyby można było w tych sprawach udzielać rozgrzeszenia…i ten jebany czas przez przeciekający przez palce…on nie leczy ran…on je tylko zabliźnia a to spora róznica…hmm no i w sumie rzeczywistość/teraźniejszość to tez czas …mozna napisac duzo…ale sprawy albo osoby ktore powinny przeczyac-one nawet nie przeczytaja streszczenia ….sad but true

  4. mada mówi:

    a jednak trzyma. zazdroszcze jej w pewnym sensie.

  5. anty mówi:

    nie wiem czy jest czego zazdrościć…

    = “…one nawet nie przeczytają streszczenia…” =

  6. deteh mówi:

    heh

Leave a Reply