co tu dużo pisać… koncert ‘przystanek utp’ podobno był zajebisty… szkoda że boysów nie pamiętam, bo o big cycu to nie wspomne ;) poległem chyba o 21, w sumie szkoda że tak szybko. ale i tak pizda życia tym razem rychowi się przytrafiła :D a wczorajszy bal rzymski również jak najbardziej korzystnie. szkoda tylko że na kwadratach gorsza impreza była, no i mniej lasek bansowało ;) więc trzeba było kursować między scenami, w sumie daleko nie było ;) tylko niepotrzebnie tego ostatniego browara wypiłem, bo gdyby nie on to na bank bym do końca dotrwał, a tak to niestety, autopilot i do domu. a afterparty to podobno do 7 rano trwało, szkoda że beze mnie już ;] nevermind. zaraz trzeba się zbierać żeby na polonie pojechać na jamala i piersi :D tylko jak mi sie kurewsko nie chce busem jechać… :/
No kuwa, krejzolu ty, co ty odpitalasz?! Weźże dupalka na W-wek, bo tu dopiero juwenalia i koncercicha.
już jestem :D oczywiście obecność na koncercie obowiązkowa ;)